Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2012

Zwana "tą kobietą"...


Zapewne większość z was miała możliwość zapoznania się z filmem "Jak zostać królem" (znanym co niektórym bardziej pod oryginalnym, bardziej adekwatnym tytułem "The King's speech"). Opowiada on historię Bertiego, późniejszego króla Jerzego IV i jego wielką walkę z nawykiem jąkania. W tle cały czas ukazywana jest sytuacja Anglii, w owym, niespokojnym czasie poprzedzającym wybuch II wojny światowej. Bertie musi stawić czoła temu, do czego nie był nigdy przygotowany, musi stać się królem. Oglądając to oscarowe dzieło po raz kolejny miałam możliwość spotkać intrygującą "tą kobietę" - Wallis Simpson dla której brat Bertiego, Edward VIII zrezygnował z tronu.

Kim była Wallis Simpson? Anne Sebba kreśli nam portret osoby, której łatwo i szybko ocenić nie można. Czegoż to nie opowiadano o niej! Że odwiedzała domy publiczne w Hongkongu, handlowała narkotykami w Chinach, pracowała jako szpieg na żołdzie Sowietów, a później nazistów, że była kochanką Ribbentropa. Wszystkie te plotki świadczą o tym, jak wielki był skandal obyczajowy wywołany przez Wallis, który stał się jednym z problemów wagi państwowej i kto wie, czy nie zmienił on nawet biegu historii, chociaż dzisiaj brzmi to niewiarygodnie.

Autorka "Tej kobiety.", dla której książka o pani Simpson była już kolejną w jej dorobku, posługuje się stylem żywym i intrygującym, czyta się szybko, jak interesującą powieść pełną niespodzianek. Czytelnik może śledzić życie Wallis od chwili urodzin, aż do samej śmierci. Życie tyleż ciekawe, co niełatwe. Od dziecka rozdarta między sprzecznymi pragnieniami, wyróżniająca się swoją bezkompromisowością i poczuciem inności, które starała się zatuszować na różne sposoby, między innymi utrzymywaniem świetnej figury. Jej pierwsze małżeństwo okazało się całkowitym nieporozumieniem, a jej dalekie podróże na Daleki Wschód miały na celu zebranie myśli i zapewnienie sobie bezpieczeństwa w postaci ... nowego małżeństwa. Jej skłonności do luksusu stały się wręcz przysłowiowe, a ogromny zbiór wspaniałej biżuterii budził zazdrość i podziw kobiet na całym świecie.

Dzięki biografii Wallis możemy po raz kolejny przenieść się w lata przedwojenne, tak różnorodne, bogate, sprzeczne. Dowiedzieć się czegoś więcej o członkach brytyjskiej rodziny królewskiej, ale także o bogatej i wypływowej socjecie lat dwudziestych i trzydziestych. Mnie osobiście zszokowała informacja o tym, że już we wspólnym domu Wallis i Edwarda nie było ani jednej książki, a służba została pouczona by zwracać się do samej Wallis : 'Wasza Królewska Wysokość', chociaż nikt jej tego tytułu nie nadał!

"Ta kobieta. Wallis Simpson" to wciągająca biografia osoby, którą trudno nam, nawet z perspektywy czasu ocenić jednoznacznie i oznaczyć nalepką - dobra lub zła. I może to jest klucz do zrozumienia jej samej - przyjąć to, że była pełna zaskakujących kontrastów lecz przez całe życie,z  różnym skutkiem poszukiwała szczęścia . Jak niejeden z nas.



Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu Znak.

wtorek, 28 czerwca 2011

"Rozważna i romantyczna" Jane Austen

W ramach moich comiesięcznych przypomnień książek starych i zapomnianych postanowiłam wybrać powieść, do której odnosi się tylko to pierwsze określenie. Nikt, bowiem , nawet największy pesymista, nie może stwierdzić, że książki Jane Austen zostały zapomniane. Angielskiej autorce, udało się osiągnąć to, o czym marzy wielu autorów publikujących przez wieki - ponadczasowość swoich utworów.
Wydana  po raz pierwszy w roku 1811, a więc dokładnie 200 lat temu ma w dalszym ciągu niesłabnące grono zwolenników, którzy zachwycają się tak zgrabnie przedstawionym w powieści wiktoriańskim klimatem ówczesnych czasów.

Powieść skonstruowana jest na podstawie starcia dwóch przeciwieństw, o czym świadczy już tytuł- "rozważna i romantyczna". Autorka przedstawia dwie odrębne sposoby postrzegania świata w osobach dwóch sióstr Dashwood - starszej i rozważnej Elinor i młodszej Marianne, a wszystko to w klimacie tamtej epoki - dusznej, o określonych zasadach, których złamanie przynosi ze sobą niemiłe konsekwencje.
Akcja powieści toczy się wokół miłości łączących tajemniczego myśliwego Johna Willoughby'ego i młodszą pannę Dashwood oraz nieśmiałego Edwarda i starszą Elinor.
To opowieść o uczuciu romantycznym oraz rozważnym.

Wszystkim molom książkowym Jane Austen jest dobrze znana, a jej powieści są do tej pory bardzo chętnie czytane. I ja rezygnując z dotychczasowej ignorancji postanowiłam sięgnąć po pierwszą, debiutancką powieść pisarki i zanurzyć się w klimat XIX-wiecznej Anglii.
Czytając jednak doznałam niemiłego rozczarowania - powieść mnie nie zachwyciła. Już od pierwszych stron byłam delikatnie poirytowana długością dialogów, ich tak kwiecistym językiem, że aż niekiedy groteskowym. Powieść według mnie jest zbyt długa, a interesującym momentom autorka odbiera część ich czaru. Nie tego się spodziewałam widząc nazwisko "Jane Austen" na okładce. Jedynie portrety poszczególnych postaci, w szczególności tych negatywnych są nakreślone z dużą wprawą obserwacji ludzkich charakterów. A przedstawienie w tak obrazowy sposób czasów współczesnych autorce zasługuje na uznanie.

Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie dała autorce drugiej szansy za jakiś czas. W dalszym ciągu intryguje mnie najbardziej znane dzieło  - "Duma i uprzedzenie".
A Was zachęcam do współtworzenia recenzji w komentarzach. Pisarka jest tak znaną osobistością, że na pewno każdy z Was miał z nią jakąś małą przygodę. Piszcie, o Waszym pierwszym spotkaniu, wrażeniach, przeczytanych powieściach. I na koniec chciałabym zadać pytanie, które cały czas kłębi się w mojej głowie, a odpowiedź nie jest jednoznaczna:
Dlaczego Jane Austen jest w dalszym ciągu tak popularna?

sobota, 25 czerwca 2011

"Gry wojenne" Terry Brighton

Kiedy jakiś czas temu przyznałam się do tego, że jestem humanistką zrobiłam to z całą świadomością znaczenia tego terminu. Fascynuje mnie człowiek, jako jednostka. Jego wielkość i małość, jego geniusz. Zawsze ucząc się mojej ulubionej nauki staram się zapamiętać, jak najwięcej nazwisk, ażeby dalej szukać o nich informacji. Same "suche" nazwiska to dla mnie zbyt mało...
Dlatego, gdy otrzymałam propozycję poznania trzech niezwykłych osobowości z okresu II wojny światowej bez zastanowienia powiedziałam - tak! I kiedy teraz przyglądam się okładce, na której widnieją owi mężczyźni stwierdzam z całą pewnością - to był dobry wybór.
Przyglądnijcie się - oto trzej panowie, których miałam możliwość dość wnikliwie poznać. Oto od lewej - George Patton - generał amerykański, w środku Bernard Montgomery - "szef" sił brytyjskich i Erwin Rommel - słynny feldmarszałek niemiecki, dowódca Afrika Korps.

Niezwykłe osobowości. Stojący po przeciwnych stronach barykady, a jednocześnie tak sobie bliscy. Antagonizmy, które się w przyciągają.
Nie będę wiarołomnie twierdzić, że biografie Pattona i Monty'ego były mi znane. Wręcz przeciwnie, obaj generałowie w jakiś dziwny sposób umknęli mojej uwadze, co zresztą uważam za zdecydowane wykroczenie, na szczęście nadrobione.
Rommla natomiast, jak najbardziej kojarzę, co więcej - nazwisko słynnego "Lisa pustyni" na okładce przesądziło mój wybór. Jego wyczyny w Afryce zaintrygowały mnie już jakiś czas temu - chciałam go poznać.

Z pomocą przyszły mi "Gry wojenne" autorstwa Terre'go Brightona - brytyjskiego pisarza i historyka wojskowości. Byłam bardzo ciekawa tej książki, jednak z obawami, czy nie będzie to nudna opowieść stricte militarna, o hipotetycznie - wyższość jednych czołgów nad drugimi, czy pełna technicznych wyrażeń które nie mówią mi nic.
Jednak od pierwszej strony autor mile mnie zaskoczył. Żadnych niezrozumiałych skrótów i dłużyzn! Koncentracja na tym, o czym pragnęłam czytać - o człowieku.

I tak się zaczytałam... bez pośpiechu, z przyjemnością poznawałam coraz lepiej trzech dowódców - ich wady i zalety - ich charaktery. To nie są osoby mogące uchodzić za wzór do naśladowania - zdecydowanie. Dla przykładu: Patton był znany ze swojego wulgarnego, wręcz koszarowego języka. Nie ukrywam, że bez większej przyjemności czytałam jego mowy do żołnierzy. Swoją drogą osiągały one zdumiewającą popularność...
Jednak to była bardzo rozwijająca podróż, z której wiele wyciągnęłam. Dlatego Was również do niej zachęcam. Jedno uchybienie merytoryczne (błędna data konferencji w Jałcie) nie świadczy zdecydowanie o całej książce, którą z czystym sercem mogę polecić. I nie tylko miłośnikom historii, II wojny światowej czy militariów. Nie, każdemu, którego fascynuje drugi człowiek.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

"Zimowy monarcha" Bernard Cornwell

 Człowiek od wieków marzy o wynalezieniu machiny umożliwiającej podróż w czasie. I chyba każdy z nas ma takie marzenia - przenieść się w przeszłość lub przyszłość, zobaczyć codzienne życie przeszłych i przyszłych, odkryć zagadki, poznać niezwykłych ludzi, którzy odeszli wiele lat temu.
Jednak tak naprawdę, nie jest to niemożliwe. A wręcz przeciwnie - bardzo proste do zrealizowania. Trzeba tylko sięgnąć po książkę, opowieść przedstawiającą życie przed wiekami dodając do tego odrobinę wyobraźni.
I ja kolejny raz usiadłam wygodnie w moim osobistym wehikule - wygodnym fotelu i wzięłam do ręki książkę Bernarda Cornwella, autora posiadającego ów cenny dar tworzenia tunelu w czasoprzestrzeni, który zabiera nas do wieku VI naszej ery na terytorium Brytanii.

"Zimowy monarcha" nie był moim pierwszym spotkaniem z brytyjskim pisarzem. Miałam już możliwość poznać go dzięki pierwszemu tomowi z cyklu "Wojny Wikingów" -"Ostatnie królestwo",
o którym pisałam.
Po "Trylogię arturiańską" sięgnęłam więc z dużymi wymaganiami, które jeszcze wzrosły po przeczytaniu kilku bardzo pozytywnych recenzji. Rozpoczynając czytanie przygotowana byłam na niezwykłą opowieść o jednym z najbardziej tajemniczych bohaterów tamtego świata, fascynującego po dziś dzień - królu Arturze. Wiedziałam, że również nie zabraknie Ginewry, Lancelota i rycerzy Okrągłego Stołu. Czy mogłam odpuścić, jako miłośniczka historii spotkanie
z takimi osobistościami? Nigdy!

Opowieść snuje Derfel - były żołnierz, a obecnie mnich dla młodej królowej Igraine, która przychodzi do klasztoru by prosić o syna. Charakterystycznie dla Cornwell'a głównym bohaterem powieści zostaje nieznany nikomu chłopiec, uczestnik tamtych wydarzeń. Nie jest to może pomysł nowatorski, ale z całą pewnością intrygujący. I o ile, język głównego bohatera "Ostatniego królestwa" - Uhreda wydawał mi się pasujący do niego, tak tutaj zgodzić się nie mogę na język pisany mnicha Derfla. Nie tak pisali mnisi, co można z całą pewnością stwierdzić po nawet krótkim spojrzeniu na średniowieczne kroniki. Rozumiem, że trudno byłoby napisać intrygującą powieść językiem używanym w wieku VI, ale pomysł wykorzystany przez pisarza mnie nie przekonuje.

Historia, którą wymyślił autor jest ciekawa i zdecydowanie wpasowuje się w gusta współczesnego czytelnika,  o czym mogą świadczyć chociażby bohaterowie, jak przystało - zróżnicowani, trudni do jednostronnego osądzenia. Dodatkowo mnogość różnego typu wątków, począwszy od romansowych, a skończywszy na przygodowych skłania do sięgnięcia po powieść.
A jednak we mnie coś gwałtownie protestuje. Cornwell jest tendencyjny przedstawiając wszystkich chrześcijan jako nieudaczników, słabeuszy, czy w jakiś inny sposób pozbawionych prawdziwie męskich cech. Powiem szczerze, że zaczęło wzbudzać to moją irytację, mimo, że jestem świadoma, iż postępowanie chrześcijan często nie różniło się na przestrzeni wieków od postępowania pogan. Nie widzę jednak u Cornwella historycznego obiektywizmu, a raczej zbyt dużą dowolność w kreowaniu często prawdziwych bohaterów.

Gdybym miała krótko podsumować "Zimowego monarchę" stwierdziłabym, że to powieść o dobra, ale zdecydowanie nie zasługująca na pełne zachwytu opinie. I nie mówię tego w duchu przekory (silnie we mnie zakorzenionego), raczej z poczuciem próby obiektywnej oceny z własnego
i historycznego punktu widzenia.

piątek, 8 kwietnia 2011

Bernard Cornwell "Ostatnie królestwo"























Bernard Cornwell - angielski pisarz powieści historycznych i thrillerów. Autor bardzo popularnego na Zachodzie cyklu o przygodach Richarda Sharpe'a - żołnierza przedstawiającego okres napoleoński z punktu widzenia Brytyjczyka.
 W Polsce stał się znany dzięki "Trylogii arturiańskiej" opisującej czasy panowania legendarnego króla Artura. Jest on także autorem książki,  pierwszej części cyklu "Wojny Wikingów", przenoszącej nas w osnute mgłą tajemnicy czasy najazdu na Anglię Normanów, o której dzisiaj pragnę napisać kilka słów.

Historia "Ostatniego królestwa" opowiadana jest przez Uhreda - eldormana , z którym przeżywamy niezwykłe wydarzenia rozgrywające się w czasie najazdów sławnych Wikingów na ziemię anglosaskie w wieku IX naszej ery.
Eldorman jest to tytuł oznaczający władcę danej krainy z ramienia króla. Uhred jest dziedzicem Bebbanburga - największej twierdzy w Northumbrii, która to znajduje się w północno - wschodniej części obecnej Wielkiej Brytanii. To kraina o dobrej ziemi, która kusi ludzi, którym natura poskąpiła żyzności gleb i łagodnego klimatu - Normanów. Jednak klimat, w którym przyszło żyć najeźdźcom ukształtował z nich niezłomnych wojowników, którzy postawili sobie za cel - zdobyć Anglię, a z nią wielkie bogactwo.
Opowieść życia Uhreda nie jest prostą i widoczną daleko w przyszłość drogą. Pełno na niej zakrętów, zmian losu, na które bohater godzi się powtarzając słynne zdanie, które stało się  mottem książki:
"Przeznaczenie jest wszystkim"

Razem z nim poddajemy się owemu przeznaczeniu, które zaprowadzi nas to na jedną, to na drugą stronę wojsk śmiertelnych wrogów - dorastamy w niewoli duńskiej, aby następnie walczyć przeciw nim w czasie wojny o Wessex. Walczymy w niebezpiecznym murze tarcz, jesteśmy świadkami straszliwej zemsty. Poznajemy bohaterów, których nie można sklasyfikować jako "czarno-białych".
A co najważniejsze - "chłoniemy" czas, który przeminął. Autor umie tworzyć klimat opisywanych wydarzeń. Pisze niezwykle żywym i obrazowym językiem, który wpływa na czytelnika, wywołuje emocje. Przybliża także nieznaną historię, która okazuje być się bardzo interesująca. Dla mnie najazdy Wikingów stanowiły temat, który odrzucałam, czy traktowałam z lekceważeniem. A teraz na kilka dni przeniosłam się w tamte okrutne czasy, by stwierdzić, że chcę tam powrócić. Poszukać odpowiedzi na intrygujące mnie pytania, poznać przyszłość i dowiedzieć się, czy główny cel Uhreda -tak na razie daleki, zostanie osiągnięty.

Myślę, że żadnego czytelnika, który zapoznał się wcześniej z dziełami Cromwella nie muszę namawiać po sięgnięcia po tę powieść. Jednak wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać angielskiego pisarza mogę z całą pewnością zapewnić, że nieznana historia najazdu Wikingów zamieni się w pochłaniającą opowieść obrazów i doznań, które skutecznie odizolują Was od świata teraźniejszego.


Dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica.

Wszystkich zainteresowanych informuję również, że w najbliższym czasie ukaże się druga część przygód Uhreda pt. "Zwiastun burzy".

niedziela, 20 lutego 2011

Artur Rubinstein "Moje długie życie"























 Słuchając, tak często powtarzającego się w wspomnieniach "Tańca ognia" rozpoczynam pisanie skromnej recenzji autobiografii, która zrobiła na mnie ogromne, wręcz kolosalne wrażenie.

Żegnając się z młodym Arturem Rubinsteinem w pierwszej części jego wspomnień zatytułowanych "Moje młode lata" nie miałam pojęcia, ile jeszcze przede mną. Druga część jest zdecydowanie obszerniejsza, liczy powiem prawie 700 stron, ale jeszcze ciekawsza. W tych bowiem książkach (wydanie dwutomowe) przedstawione zostało długie życie Mistrza od roku 1917 do lat 80 dwudziestego wieku.
Rubinstein zaprasza nas do towarzyszenia mu w wielkiej podróży, w czasy które nieodwracalnie przeminęły, zabierając cały swój urok. Tutaj królowały eleganckie bale, przyjęcia i koncerty. Z wielką przyjemnością czytałam o rozrywkach społeczeństwa europejskiego w latach międzywojennych. Poznawałam kolejnych, szalenie interesujących ludzi, którzy mieli wpływ na losy samego Rubinsteina, ale również wielu innych osób. "Oglądałam" Paryż, Nowy Jork, Tokio, Szanghaj sprzed ponad pół wieku. Przyglądałam się także ówczesnemu społeczeństwu europejskiemu, amerykańskiemu czy azjatyckiemu. Cóż za porywająca i kształcąca podróż!


Zaznajomiłam się również z osobą niepozorną, ale która miała wielki wpływ na całe życie Autora - Nelą Młynarską. Ta urocza osoba, całkowicie zawróciła w głowie dojrzałemu pianiście i zagorzałemu kawalerowi. Utalentowana muzycznie i kulinarnie córka znanego dyrygenta i dyrektora Filharmonii Narodowej stworzyła mu prawdziwy dom, gdziekolwiek się znajdował. Jej popularna książka, która doczekała się w Polsce sześciu wydań znajduje się już na mojej liście "do przeczytania".

Pozostaje mi Was naprawdę gorąco zachęcić do przeczytania tej wspaniałej autobiografii. Dla każdego miłośnika XX wieku będzie to swoista wyprawa w przeszłość, dla melomana - okazja do zaznajomienia się z najbardziej popularnymi utworami ubiegłego stulecia i odkrycia ich na nowo, dla podróżnika - rzut okiem na kraje Dalekiego Wschodu, w których Rubinstein przebywał w
latach 30. Słowem- książka dla każdego.

Aby została jednak na nowo odkryta potrzebuje nowego wydania. W pierwszym i zarazem ostatnim z roku 1988 brakuje zdań, a jestem również pewna, że całych akapitów tekstu. Przypuszczam, że jest to sprawa cenzury, gdyż owe fragmenty dotyczyły głównie obserwacji poczynionych w trakcie tournée po Związku Sowieckim w latach przedwojennych. Przez owe opuszczenia brakuje obiektywnego i cennego spojrzenia na ówczesną sytuację w kraju. Dopuszczone fragmenty wskazują na państwo w którym brakowało dosłownie wszystkiego i to nawet dla tak uprzywilejowanej osoby, jakim był znany pianista. Również oprawa graficzna nie zachęca do sięgnięcia - brzydka okładka, rozpadające się wydanie. Już planuję jakiś mail do Wydawnictw w tej sprawie. Może razem udało by nam się coś zrobić?

A na koniec fragment, który zrobił na mnie największe wrażenie. Występuje on po słowach 90- letniego wówczas Rubinsteina, skarżącego się na współczesną sytuację, gdzie "... życie rodzinne i moralność w Europie upadły tak nisko, jak nigdy w całej historii ..." . Słowa te dają nadzieję i podsumowują całe życie wielkiego człowieka, który kochał je bezwarunkowo i wierzył w lepsze jutro:


"Jednakże ten stan świata nie może zakłócać i nie zakłóca mojego głębokiego umiłowania życia. Podobnie jak historyk, wierzę mocno, że przyszłość przyniesie nowy renesans i że ów pesymistyczny obraz współczesności wypełni tylko kilka kart historii jako konieczny kontrast dla pełnej oceny lepszych czasów."


Na zdjęciu widnieje Nela w 1928 roku.
Cytaty pochodzą  z książki A.Rubinsteina "Moje długie życie" , Wyd. Muzyczne, Kraków 1988 r.

sobota, 15 stycznia 2011

Artur Rubinstein "Moje młode lata"

" Byłem człowiekiem szczęśliwym! Ośmielam się jednak twierdzić ,że nadal jestem najszczęśliwszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkałem (...). Moja koncepcja szczęścia narodziła się tamtego posępnego dnia w Berlinie, wkrótce po owej samobójczej próbie. Był to rodzaj objawienia, ale od tamtego czasu nauczyłem się życie kochać b e z w a r u n k o w o... "

Lubię muzykę klasyczną, na czele z romantycznym Chopinem w ulubionym koncercie fortepianowym e-moll. Jest to swego rodzaju bunt przeciwko zalewającemu nas potoku tandety, wulgarności i zupełnemu brakowi kultury. A Chopin w umie sprawić, że odkrywam w sobie nieznane mi wcześniej uczucia i myśli. On odczytuje tajemniczą stronę mojego istnienia.

Dzisiaj chciałbym opowiedzieć Wam o niezwykłym człowieku, wirtuozie fortepianu, a poza tym mężczyźnie o bardzo barwnej osobowości - Arturze Rubinsteinie. Jego autobiografia dementuje wszystkie moje wyobrażania o zawodzie pianisty . Zawsze wyobrażałam sobie, że człowiek posiadający taki dar musi bardzo różnić się od reszty ludzi - być niezwykle wrażliwy, skupiony na sztuce, żyjący w świecie muz. Jakież było moje zaskoczenie, gdy dowiedziałam się, że Rubinstein mimo jego wszystkich zalet był człowiekiem pochłanianym przez namiętności; rozrzutnym ,przesadnie nierozsądnym oraz wielkim miłośnikiem płci pięknej. Może jednak dzięki temu tak bardzo rzeczywistym i bliskim?

Bardzo dobrze czytało mi się jego autobiografię- pochłaniającą opowieść o życiu jednym z najwybitniejszych i najpopularniejszych ludzi ostatniego stulecia. Autor opowiada wszystkie te wydarzenia (czasami bardzo intymne!) z punktu widzenia człowieka, który z przysłowiowego "nie jednego pieca" jadł już chleb i doświadczył wszystkiego w życiu.
Muszę również zwrócić uwagę na genialną pamięć Mistrza - relacjonuje on wydarzenia, które rozgrywały się przeszło 70 lat temu! Przy tak aktywnym i barwnym w niezwykłe osobistości ludzi pamiętać o przyjacielach z młodości jest niezwykłym wyczynem.

Na kartach " Moich młodych lat" spotykamy sławne nazwiska polskie i zagraniczne. Długo byłoby wymieniać znajomych i przyjaciół człowieka, który obracał się w najwybitniejszych, arystokratycznych kręgach ówczesnej Europy. Do takich osób zaliczali się : Hiszpańska Rodzina Królewska ( sama Królowa Wiktoria Eugenia wypożyczała mu własny fortepian!), Pablo Picasso, Karol Szymanowski, Pablo Casals, Witkacy, Ravel, Emil Młynarski (jego późniejszy teść), Grzegorz Fitelberg, Ignacy Paderewski .Miał możliwość także poznać samego Józefa Piłsudskiego, późniejszego Marszałka, którego wspomina jako człowieka skrytego, niedostępnego. Na jego koncertach bywał także znany wszystkim miłośnikom literatury - Marcel Proust.

Jedyną wadą autobiografii jest to ,że kończy się wtedy, gdy czytelnik wsłuchany w niezwykłą powieść Rubinsteina zaczyna żyć jego życiem. Na szczęście, przychodzi nam z pomocą druga część zatytułowana "Moje długie życie" .
Nie mogę wprost się doczekać, gdy będę mogła znów popatrzeć na świat oczami człowieka, który przyjmował je całym sobą.