poniedziałek, 30 kwietnia 2012

"Pojutrze" jest już dziś....





"Człowiek, który ponad miłość życia stawia miłość idei - przeżywa śmierć (...). Miarą tego zwycięstwa jest fakt, że ci, którzy przezwyciężyli śmierć w sobie - żyją choćby umarli. Przywraca ich do życia pamięć tych, którym byli bliscy, ale, co stokroć ważniejsze - utrwala ich życie na zawsze chłonna pamięć narodu."

"Pismo Młodych" z 1 września 1943r.


Czy można czuć się w obowiązku napisać o książce pięknej, chociaż niestety tak mało znanej? Nie została ona wydana przed laty, nie ma przykurzonej okładki ani wyblakłych stronnic. Jest całkowicie nowa, pełna czarno-białych ilustracji i leży właśnie obok mnie. Przeczytana, wchłonięta, zapamiętana  - książka Barbary Wachowicz "To >>Zośki<< wiara!"

Tak bardzo chciałabym napisać o niej coś mądrego, bez patosu i powtarzania się. Napisać prosto o wspaniałych życiorysach tak bliskich mi osób, które widnieją dumnie na okładce - uśmiechnięci, albo poważni, pełni nieuchwytnego czaru i godności, żołnierze Batalionu Armii Krajowej "Zośka", moi drodzy rówieśnicy.

Barbara Wachowicz napisała o nich właśnie tak - prosto, ale z wielką serdecznością, a wręcz niekiedy czułością. Jawią się nam jako osoby, które nie odeszły do lamusa , które w dzisiejszym szybko zmieniającym się świecie pełnym pośpiechu zostały "z tyłu", lecz jako młodzi ludzie pełni radości, męstwa, odwagi, ciepła i serdeczności. Każdy inny, każdy odmienny, ale jednocześnie pełni wspólnych, pięknych cech, które są ponadczasowe. Tak chciałabym spotkać ich, stanąć blisko i porozmawiać albo przysłuchać się ich rozmowie - o literaturze, o życiu, o walce, o ideałach. Paradoksalnie właśnie - w tamtych czasach wojny w ideały wierzono bardziej, niż teraz, na co biografie naszych bohaterów dają dowód.

"To >>Zośki << wiara" dzieli się na dwie części. W pierwszej z nich, autorka przedstawia nam najbardziej znane postacie związane ze środowiskiem Batalionu. Na początku możemy zapoznać się z historią  Andrzeja "Morro" Romockiego, jednego z największych bohaterów Powstania Warszawskiego, niezwykle utalentowanego dowódcy, chociaż człowieka niekoniecznie zawsze idealnie radzącego sobie, jako przywódca grupy.  Andrzej nigdy nie stał na cokole pokryty brązem. Był żywy, jest żywy i mówi do nas o walczeniu z własnymi wadami, brakami, czy ograniczeniami. Szczególnie w serce zapadły mi listy jego ojca - Pawła Romockiego  mówiące o dojrzewaniu, ideałach, kształtowaniu siebie.
Później pojawia się Sławomir Maciej Bittner, czyli nasz "Maciek" jeden z moich ulubionych postaci - zawsze wyprostowany, śmiały, szaleńczo odważny. Jego listy do ukochanej Jadzi Borkiewiczówny są przepiękne, o czym już zresztą kiedyś pisałam. Dlatego tak porusza jego śmierć, a w zasadzie nie śmierć, gdyż do dzisiaj nie wiadomo co się z nim stało. Został aresztowany dnia 18 lutego 1944 na ulicy i wszelki ślad po nim zaginął. Biedny, kochany Maciek.
Przewijają nam się jeszcze biografie Andrzeja Malinowskiego, ps. "Włodek" i historia jego miłości do Uli Kurkowskiej, pięknej Uli, braci Wuttke - "Małego Tadzia" i "Czarnego Jasia" i Ireny Kowalskiej- Wuttke.

Ula, narzeczona Włodka w roku 1940
Nie mogę napisać, że są to historie radosne, pełne tak modnego współcześnie "happy endu". Tutaj nie ma szczęśliwego zakończenia, jest ból i cierpienie. Ale jest także siła i wszystko co piękne, wartościowe, szczególne. Ja czytając książkę Barbary Wachowicz zostałam zaopatrzona w dużą ilość cytatów, ale co więcej - dostała mi się malutka cząsteczka ich radości, humory, inteligencji i siły.
Naprawdę!

To trzeba znaleźć w sobie - tą potrzebę odnajdywania tego co piękne i wartościowe pod całą górą bezużytecznej makulatury. Ale ja wierzę, że taka potrzeba jest w każdym czytelniku. Trzeba tylko znaleźć właściwe książki, które pomogą nam odkryć nie inny świat, ale siebie w codzienności. Jedną z takich książek-gawęd jest na pewno czwarta część "Wiernej rzeki harcerstwa", która pozwala spojrzeć na siebie przez ich pryzmat i stwierdzić : "Ja nie muszę >>pięknie umierać<<, ale mogę >>pięknie żyć<<"

Cytat i zdjęcie pochodzi z książki B.Wachowicz "To  >>Zośki<< wiara" , Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa, 2005r.

wtorek, 27 marca 2012

Posłuchaj szumu Niemna...



Drogi molu książkowy,

"Z jednej strony widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na nich borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna, piaszczystą ścianą wyrastający z zieloności ziemi, a koroną ciemnego boru oderznięty od błękitnego nieba, ogromnym półkolem obejmował równinę rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie tylko wyrastały dzikie, pękate grusze, stare, krzywe wierzby i samotne, słupiaste topole."

Czy słyszysz szum rzeki, który zawiera w sobie każda litera tego ulotnego opisu? Czy słyszysz jej narastający dźwięk, który układa się w obietnicę drogą sercu każdego czytelnika: "Posłuchaj mnie.... , posłuchaj... chcę opowiedzieć Ci historię o miłości i przebaczeniu, o ideach, o codziennym życiu.."? Zastanów się - szumowi Niemna się nie odmawia.

Tak, ja wiem, że znasz tą powieść. Znasz jej autorkę, epokę w której powstała, może nawet charakterystyczne cechy i wyznaczniki. A może wiesz tylko, że kiedyś - dawno temu "Nad Niemnem" był to tytuł jednej z lekcji języka polskiego. Wszystko to jest bardzo możliwe i prawdopodobne. Sama posiadam taki zeszyt i taki temat, znam wyznaczniki i epokę, ale dopiero wczoraj, wczorajszego popołudnia "stanęłam" tak blisko rzeki, aby usłyszeć opowieść, która zawładnęła moim sercem. Teraz zapraszam Ciebie, abyś przybył tutaj, bliżej i posłuchał razem ze mną.

rzeka Niemen  

Spróbuj, a może odkryjesz nowy świat, który stanie Ci się bliski, tak jak mnie? Pomyśl, przeniesiemy się w lata 80. XIX wieku na wieś - do starego, malowniczego dworku, jakich już teraz ciężko zobaczyć. Poznaj rodzinę państwa Korczyńskich - jakże różną i mającą wiele sprzecznych w sobie cech! A także Justynę Orzelską - naszą czarnowłosą bohaterkę. A później przeniesiemy się jeszcze w inne miejsce, które jednak na razie niech pozostanie tajemnicą. Mogę Cię jednak zapewnić, że będzie miało jeszcze większy urok i czar.., czar przeszłości.

Tam, jak maki na polu zakwitnie miłość- niepozornie, delikatnie, nieuchwytnie. Ona wprowadzi zmiany, wiele nauczy i pokaże. Wskrzesi pamięć o tych, którzy zginęli i doceni tych, którzy żyją i pracują dla innych. A tłem wszystkich tych wydarzeń będzie niezmiennie piękna rzeka, nucąca swoją pieśń...
Czy odpowiesz na te leciutkie jak wiatr słowa? Ja odpowiedziałam, po wielu miesiącach i wiem, że pieśń Niemna tak głęboko zrosła się ze mną, że stanowimy już jedno - ja w niej, ona we mnie.  Teraz czas na Ciebie, drogi molu książkowy - pozwól się zaczarować.

Elina


Cytat pochodzi z książki Elizy Orzeszkowej "Nad Niemnem", wyd. Greg.

sobota, 18 lutego 2012

Epoka duszy , wiary i intuicji - Romantyzm.

Caspar David Friedrich Mężczyzna i kobieta zapatrzeni w księżyc, ok 1830-1835

Kazimierz Wierzyński "Biblia polska" (fragment)

To nie są wiersze, poematy
I polonezy karmazynów:
To biblia, w której polskie światy
Z ojców przenoszą się na synów.

"Dziady", "Irydion", "Pan Tadeusz"
Lub "Kordian" - policz owe dzieła
I na pokoleń śpiew je przełóż -
Co w nich zagra? - Nie zginęła

Ostatnio naszła mnie refleksja związana ze światem literackim, którą chciałabym z Wami się podzielić. Otóż, całkowicie przypadkiem, zapoznając się z dziełem Zygmunta Krasińskiego  ("Nie-Boska komedia") przeczytałam jego bogatą biografię życia.
Wtedy doszło do mnie, że dokładnie jutro - 19 lutego mija 200 rocznica urodzin poety i dramatopisarza, nazywanego "trzecim wieszczem narodowym".
I wtedy zrozumiałam, że przecież większość społeczeństwa, ba! ,nawet czytelników nie pamięta o tym wydarzeniu, za co zresztą nie krytykuję, bo sama natchnęłam się na tą informację przypadkowo. Chodzi mi bardziej o ukazanie problemu zapominania przez społeczeństwo ważnych, wręcz kluczowych postaci epoki, z której w niezwykle istotnym stopniu wyrośliśmy, że tak powiem - literacko. Chyba, że - owa postać i jej dzieła, nie są ważne, a mówiąc inaczej - zdezaktualizowały się. W takim wypadku zatem, dlaczego w dalszym ciągu mieszczą się na co prawda wielokrotnie i szeroko krytykowanej, ale w obowiązującej  liście lektur szkolnych, która przecież towarzyszy młodemu uczniowi przez kilka lat swojej szkolnej wędrówki?
Co współczesnemu człowiekowi daje "Nie-Boska komedia"? Dodajmy - młodemu współczesnemu człowiekowi, który został niejako "przymuszony" do zapoznania się w tym utworem. Ukazanie okropności rewolucji, ze szczególnym podkreśleniem negatywnych działań rewolucjonistów? Dzisiaj, po 200 latach od narodzin pisarza świat jest inny i oblicza rewolucji w naszym wyobrażeniu są inne. Po co wyciągać na światło dzienne mentalność tamtego, jakże obcego nam - współczesnym, człowieka, który nie pisał utwory ani łatwe w odbiorze, ani szczególnie interesujące?
Chyba, że ujrzymy dramat Krasińskiego z punktu widzenia jego życia - rozdartego pomiędzy silnym wpływem ojca, a własnymi przekonaniami, jako dramat ciągłych pytań o cel, sens i drogę własnych wyborów. Wtedy cały utwór nabiera innego zabarwienia.

Zygmunt Krasiński, chyba już przez "zasiedzenie" zwany "trzecim wieszczem" nie interesuje, nie zachwyca, nie skłania do poszukiwań. Jak to więc jest z naszą literaturą polską epoki romantyzmu? Pięknej epoki serca i uczuć, walki i wiary.
Czy Waszym zdaniem poeci i pisarze tej epoki są już pomnikami kultury, które powinny zostać odesłane tam, gdzie ich miejsce, czyli do muzeum zabytków literackich, a zając się współczesną i aktualną literaturą polską?
A może właśnie powinno stać się inaczej - rozpocząć odkrywanie na nowo, z dumą walczyć o Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, czy właśnie Krasińskiego? Odkrywać go odrzucając wytarte w szkole opinie, zobaczyć w poetach Artystów wierzących w swe wielkie posłannictwo i rolę własnej poezji?

No właśnie - czym jest dla Was Romantyzm?

Caspar David Friedrich Wędrowiec po morzu chmur, 1818

piątek, 30 grudnia 2011

"Nie ma końca. Nie ma początku. Jest tylko niezaspokojona pasja życia..." F.Fellini


Źródło
Święta minęły w ciepłej i rodzinnej atmosferze, zanim człowiek się obejrzał. Jutro huczny Sylwester i wejdziemy wszyscy w Nowy Rok 2012. Cieszycie się? Ja bardzo! Rok 2012 przyniesie mi wiele wyzwań, ale mam nadzieję, że również wiele radości, a już na pewno - dużo, dużo nowych i pięknych książek do przeczytania.
Na dzisiejszy wieczór przygotowałam szybkie podsumowanie czytelniczego roku 2011. Roku bardzo udanego pod względem doboru książek - znalazło się w nich kilka perełek, które będę długo pamiętać i z całą pewnością do nich wielokrotnie wracać.

Liczba książek przeczytanych ogółem: 80
Według języków oryginału :
-polski 49
-angielski 18
-francuski 5
-rosyjski 2
-niderlandzki 2
-chilijski 1
-hiszpański 1

Serie:
"Jeżycjada" tomy: 11-14
"Przygody Mikołajka" tom:4
"Czarne okręty" tom:1
"Gone:Zniknęli" tom:1
"Świat antyczny" tom:1
"Wojny Wikingów" tom:1
"Trylogia arturiańska" tom:1
"Sosnowe dziedzictwo" cały
"Książę mgły" tom:1

A teraz część najprzyjemniejsza :). Najlepsze książki 2011 roku:
"Lalka" Bolesław Prus -recenzja
"Moje długie życie" Artur Rubinstein - recenzja
"Zamówienie z Francji" Anna J. Szepielak - recenzja
"Zośka i Parasol" Aleksander Kamiński- recenzja
"Podmorska wyspa" Isabell Allende - recenzja
"Bohaterowie <<Kamieni na szaniec>> w świetne dokumentów" opr. Tomasz Strzembosz - recenzja
"Pamiętniki żołnierzy baonu "Zośka": Powstanie Warszawskie" Za proste, ale jakże sugestywne opowiedzenie o Powstaniu Warszawskim. Pełne mocy, ekspresji i siły - dla mnie szczególne.
"Niezłomny" Laura Hillenbrand - recenzja
"Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow - cóż tutaj napisać? Dzieło jedyne w swoim rodzaju.

Jednak gdybym miała wyróżnić jedno, jedyne, najważniejsze - wybrałabym "Zośkę i Parasol" Aleksandra Kamińskiego.

Chciałabym - już tak na koniec podziękować za Waszą obecność w ciągu całego roku - za wszystkie miłe komentarze i inne oznaki sympatii. Dzięki Wam mogłam świętować rocznicę blogowej działalności :).
Jednocześnie pragnę przeprosić za moją ciągłą abstynencję i to, że odwiedzam Was tylko wybiórczo i do tego - rzadko. Niestety, będzie tak jeszcze parę miesięcy, ale potem - na wakacjach wszystko sobie odbiję :).
I oczywiście:

Życzę Wam z okazji Nowego Roku wszelkiej pomyślności; dużo radości, szczęśliwych chwil, zdrowia i oczywiście - wielu wspaniałych książek do przeczytania . Do siego Roku !


Autor: Vladimir Volegov

niedziela, 11 grudnia 2011

Podróże, hej podróże!

Kiedy tak, jak dzisiaj świeci piękne słońce, delikatnie musujące moją twarz i tak jakby cichutko szepczące, że życie jest piękne w swojej codzienności- wszystko wydaje się prostsze. Cierpię na brak widocznych temperatur dodatnich, codziennej obecności słonecznej planety, która samym swoim istnieniem zwiększa ilość endorfin w moim organizmie. Następstwem tego jest czysta, niczym nie zmącona radość i chęć na działanie.
Zima, szczególnie po tureckiej przygodzie wydaje mi się czasem smutnym i wybrakowanym, mimo kojącej obecności Świąt.

Na długie, zimowe wieczory, kiedy siły do wtłaczania się w siebie "hektolitrów" wiedzy się skończą, włączam sobie nastrojową muzykę i...odpływam. Odpływam w nieznane za pomocą książek podróżniczych, które właśnie w tym okresie czasu są mi szczególnie potrzebne i bliskie. Tym razem zaprosiłam do opowiedzenia mi swojej historii duet znany i lubiany - Wojciecha Manna i Krzysztofa Maternę. Znani dziennikarze muzyczni, satyrycy, konferansjerzy, tym razem postanowili wspólnymi siłami napisać książkę. W niej zawarli swoje autobiograficzne wspomnienia, przeżycia z wielu podróży odbyte razem, ale także i osobno.

Na początku obaj panowie opowiadają nam historię podróży statkiem-legendą, czyli Batorym, na którym "nie obowiązywała magiczna godzina trzynasta". Statek wyposażony był w wygody zupełnie nieprawdopodobne dla człowieka socjalizmu, jak chociażby możliwość zamówienia lodu do napojów. To był malutki, ale zupełnie inny świat.
Jednak pobyt na rajskim statku nie był dla obu panów czasem, jak można by mniemać - radości i spełnienia. Jeżeli chcecie się dowiedzieć, z jakiego to powodu - zachęcam do lektury. Następne rozdziały obfitują w opisy innych wojaży, tych zaoceanicznych, czyli do Ameryki, Acapulco, a także do Tunezji, RPA, Węgier. Nie brakuje także wspomnień z naszych tradycyjnych polskich wycieczek.
Wszystkie opisy naszpikowane są dobrym humorem, dygresjami. Pisane są lekko i z przymrożeniem oka. Język, jakim posługują się autorzy - odzwierciedla ich charaktery i usposobienia - jest interesujący i iskrzący się dobrym humorem.

Książkę polecam dla osób pragnących oderwać się, chociaż na chwilkę od codzienności i jej problemów. Jest ładnie wydana, zawiera dużo zdjęć, dodatkowo wprowadzających nas w klimat wypraw. Ja ze swojej strony daję solidną czwórkę.

piątek, 25 listopada 2011

"Niezłomność zależy od ducha..."



"Chcieć to móc" głosi znane porzekadło. Chcieć czegoś, pragnąć, poszukiwać - to początek, na końcu którego znajduje się wyznaczony przez nas cel. "Chcieć czegoś" to dawać z siebie każdego dnia, walczyć i nie poddawać się przeciwnościom. Pragnąć, to znaczy - być silnym.
Jednak mocno trzeba c h c i e ć, by przeżyć wszystko to co Louis Zamperini? Co więcej - jak mocno trzeba pragnąć żeby przeżyć to wszystko i pozostać nadal człowiekiem? Człowiekiem pozbawionym destrukcyjnego uczucia zemsty, człowiekiem, który przebaczył, chociaż nigdy nie zapomniał.

Te pytania towarzyszyły mi w trakcie czytania "Niezłomnego", kolejnym dziele (po "Niepokonanym Seabiscuit") amerykańskiej autorki Laury Hillenbrand. Książki niezwykłej, szokującej, skłaniającej do myślenia, a jednocześnie bardzo dobrze napisanej i w jakiś sposób "lekkiej" mimo tematycznego obciążenia. Książki, może nie idealnej, ale zdecydowanie zasługującej na uwagę i dla mnie osobiście - jednej z najlepszych w tym roku.

Kiedy tak zastanawiałam się nad jej niepowtarzalnością, pomyślałam, że to w dużej mierze zasługa historii "jednej na milion" Louisa Zamperiniego:
Chłopca, któremu wróżono kryminalną przyszłość,
Sportowca, który miał pobić sławne 4 minuty w biegu na milę,
Bohaterskiego żołnierza amerykańskich sił powietrznych w czasie II wojny światowej,
Rozbitka dryfującego po bezkresnych wodach Oceanu Spokojnego,
Jeńca wojennego przebywającego w kilku japońskich obozach nie bójmy się słów - śmierci.
Życie Zamperiniego tak bogate w doznania; cierpienie, ból, choroby, śmierć bliskich, a z drugiej strony - radość, powroty, miłość, ocalenie można by rozdzielić na kilka szarych istnień ludzkich. Ile przeżył Louis od dnia swoich urodzin - do teraz - niemożliwością jest streścić w kilku zdaniach. To opowieść potrzebująca co najmniej tyle, ile poświęciła jej autorka - siedem lat pracy i 437 stron druku. A z naszej strony - kilka dni na przeczytanie i następne kilka na przemyślenie historii życia człowieka, który utraciwszy wszystko - odnalazł siebie.

Historię Zamperiniego będę pamiętać przez lata - wiem o tym na pewno. Gdy tacy ludzie, pojawią się już w naszych głowach i co więcej- sercach, nie można ich tak łatwo wyrzucić, tak po prostu o nich zapomnieć. Takie opowieści przyciągają, magnetyzują, zaciągają w świat ich doznać, przeżyć, doświadczeń. Uczą nowego spojrzenia na świat oraz na siebie samego. Własne przeżycia i doświadczenia, chociaż wydają się takie nikłe w porównaniu do ich własnych nabierają jednak osobistego sensu.
To jest prawdziwy cel biografii - ukazywać historię innych ludzi tak, jakby była naszą własną. Laura Hillenbrand wywiązała się z tego zadania znakomicie. Louis jest mi niezwykle bliski, jako człowiek. Stał się on także dla mnie kimś  w rodzaju nauczyciela, promotora mówiącego cicho, ale stanowczo: "człowieka złamać nie można, jeżeli tylko nie da się złamać", "człowiek jest silny", "możesz więcej, niż przypuszczasz...". Ten głos wzywa do walki z własnymi wadami, ale także bolączkami tego świata. Kieruje ku nam słowa aktywności i odwagi.

Mogłabym napisać prościej, zwyczajnie i szaro - z całego serca polecam "Niezłomnego". Ale to nie byłoby w stylu życia Zamperiniego, nie w stylu pięknie wydanej książki, którą mam przed sobą. Lepiej będzie, gdy szepnę tajemniczo : "Posłuchaj; człowieka złamać...."
----

Zapomniałam dodać, że istnieje możliwość zapoznania się w fragmentami książki:
http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,3125

niedziela, 20 listopada 2011

"Historia ma zwyczaj zmieniać ludzi, którzy myślą, że ją zmieniają", czyli o tym że sztuką jest napisać dobrą biografię.

Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze, jak tu?
Tylko we Lwowie!
Gdzie pieśnią cię budzą i tulą do snu?
Tylko we Lwowie!
Czy bogacz, czy dziad jest tam za pan brat
I każdy ma uśmiech na twarzy!
A panny to ma słodziutkie ten gród,
Jak sok, czekolada i miód!
Więc gdybym miał kiedyś urodzić się znów,
Tylko we Lwowie!
Bo ni ma gadania i co chcesz, to mów,
Ni ma jak Lwów!*


Ta optymistyczna i pełna radości piosenka śpiewana przez Szczepcia i Tońcia - lwowskich batiarów w filmie pod tytułem "Włóczęgi" stała się iskrą, która zdecydowała o wyborze książki "Aleksander Czołowski 1865-1944: luminarz lwowskiej kultury" autorstwa Iwony Zimy. Ogarnęła mną przemożna ochota znalezienia się znów w tym Lwowie, opisanym już przez tylu autorów, z moim ulubionym Kornelem Makuszyńskim na czele.
Chciałam poczuć jego szczególny klimat, odnaleźć piękne miejsca i tamtych ludzi - lwowiaków. Nie wiedziałam w jaki  dokładnie sposób mogłabym to osiągnąć, ale taki cel i wyobrażenie spowodowało, że postawiłam autorce bardzo wysoko poprzeczkę. Jak się później okazało - zbyt wysoko.

Iwona Zima w swoim debiucie literackim przedstawia biografię Aleksandra Czołowskiego - historyka i archiwisty, kolekcjonera, dyrektora Muzeum Historycznego Miasta Lwowa i Muzeum Narodowego we Lwowie. Postać znaną w inteligenckich kręgach tamtych czasów, człowieka związanego bardzo ściśle z kulturą polską, szczególnie z kulturą miasta Lwowa. Cieszę się, że znalazła się osoba, która chciała przypomnieć postać zapomnianego doktora Czołowskiego. Książka została wydana elegancko - twarda okładka, grubszy papier, jednak te zewnętrzne cechy nie mogą przysłonić występujących z rzadka, ale jednak - literówek.

Jestem świadoma, że pisanie biografii to praca żmudna. Szczególnie uciążliwa, gdy nie ma się wystarczających źródeł, na których można by ją oprzeć. Iwona Zima we wstępie mówi: "Istnieją elementy i aspekty życia zarówno prywatnego, rodzinnego, jak i zawodowego, których nie znamy, nie możemy ich wyjaśnić oraz do końca poznać".
Mimo to autorka stworzyła ponad 300-stronnicową biografię. Jednak to nie o ilość powinno tutaj chodzić. Przyznam się szczerze, że pod koniec byłam już zmęczona ilością informacji, często suchych i powtarzanych. Autorka cytuje kawałek listu Czołowskiego, albo jakiś inny dokument, po czym streszcza go własnymi słowami. To według mnie całkowicie zbędne pisanie na ilość. Dodatkowo wszystkie informacje, tak dokładnie ułożone (wręcz skatalogowane!) w rozdziały i podrozdziały są podane bez krztyny uczucia. Sama postać została przedstawiona bez jakichkolwiek emocji, zupełnie neutralnie. Mam całkowicie obojętny stosunek do niego, jak i do jego działań, które naprawdę nie są przeciętne. Czołowski pracując, jako członek Mieszanej Polsko-Sowieckiej Komisji Specjalnej i Rewindykacyjnej przyczynił się w sposób niepospolity do zwrotu wywiezionych skarbów kulturalnych z terytorium Polski w czasach zaborów.
Muszę jednak zaznaczyć, że podobał mi się fragment, opowiadający o sytuacji Lwowa w trakcie jej obrony w roku 1918 roku, gdzie bohaterską postawę ukazała młodzież, czyli Orlęta Lwowskie. Spisane krótkie relacje tamtych wydarzeń przez Czołowskiego i zamieszczone w książce przeczytałam z ciekawością. Podobnie było "Zakończeniem" i opisem sytuacji Lwowa w czasie II wojny światowej - okupacji Związku Sowieckiego i III Rzeszy. Reszta nie wzbudziła mojej aprobaty, nie sprawiła radości, która przecież nierozłącznie kojarzy mi się z czynnością czytania.
Pragnienie odnalezienia Lwowa niestety nie zostało zaspokojone. A to był prawdziwy sens moich poszukiwań ; czegoś, czego się nie zapomina, nie wypada z głowy , ale daje poczucie przeniesienia się w czasie, odnajdowanie siebie w przeszłości. Cóż, będę szukać dalej.

*Fragment piosenki "Tylko we Lwowie", słowa: Emanuel Schlechter, muzyka: Henryk Wars
Cytat z tytułu jest autorstwa Terrego Pratchetta i pochodzi z książki "Równoumagicznienie" .
Fragment pochodzi z książki Iwony Zimy pt. "Aleksander Czołowski 1965-1944: luminarz lwowskiej kultury", wyd. Novae Res, 2011.